sobota, 7 listopada 2009

Dawno mnie nie było...

... a to wszystko za sprawą zaganiania jakiego ostatnio doświadczam. Po pierwsze na dobre już wróciłam do pracy i wdrożyłam się już w kierat i rytm. Po drugie nadal wyjaśniam sprawy z zusem i biegam mniej więcej 2 razy w tygodniu do przemiłej pani, która prowadzi moją sprawę. Jeszcze muszę kilka papierków dostarczyć i będzie można nadać bieg sprawie. Ta przemiła kobitka jest w wydziale odszkodowaniowym i ma mnóstwo wątpliwości co do dokumentacji sporządzonej przez bhpowca. Na szczęście spisuje cierpliwie moje uzupełnienia, wyjaśnienia, rozumie że jako pracownik mam średni wpływ na to jak porządnie ten człowiek pracuje. No i jest nadzieja, że gdzieś koło nowego roku będzie komisja lekarska a od niej ok 45 dni do wypłaty pieniążków. Czyli luty/marzec może dostanę odszkodowanie.
Za to dużo szybciej posuwa się sprawa u ubezpieczyciela grupowego i 19.11 stawiam się przed ortopedą, który orzeknie ile zdrowia straciłam i ile kasy za to warto mi wypłacić.
Co do zasiłku chorobowego z tytułu wypadku to wiem tylko tyle, ze 2.11 dotarła dokumentacja i jest sprawa w rozpatrzeniu czyli czeka na uznanie przez zus jako wypadek przy pracy. Potem 30 dni na wypłatę, co znów daje okolice stycznia.
Jak widać po świętach mogę być na chwilę bogata ! :D
Z robótkowych rzeczy to skończyłam sweterek, ale zamieszczę go jak przyszyję guziki. Niestety kocyk zaczęty, ale nieskończony. Zaledwie kilka rzędów zrobiłam. Za to człowieczek, dla którego miał być robiony przyszedł wczoraj na świat :) Trudno będzie dla kolejnego lub kolejnej zależy ile lat go będę robiła :D
W domu szaleje bałagan "tfórczy", bowiem wzięłam trochę ręcznej pracy z pracy do domu i robimy tablice reklamowe dla naszego produktu za dodatkowe pieniądze. I od tygodnia gdzie by nie spojrzeć leżą pleksy, naklejki i świąteczne próbki produktu :) Nie tylko Coca Cola ma tak wcześnie święta :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz