Jak patrzę za okno to trochę mnie depresja łapie, bo jesień przecież potrafi być taka piękna, a za oknem piękna plucha. Nastrój w sam raz robótkowy :) i nawet przyznam się rękawy do sweterka jakoś się robią. W przepisie na sweterek kazali zwiększyć rozmiar drutów na rękawy i zwiększyłam o 1. Dzięki czemu rękawy zrobiły się luźniejsze i mięciutkie w robieniu i dotyku. No i chochlik co siedzi na moim ramieniu kusi mnie żeby spruć przody i tył i całość sweterka zrobić na tych większych drutach, żeby cały był taki mięciutki.
Póki co opieram się chochlikowi, bo sprucie i robienie sweterka od początku oznacza późniejsze robienie kocyka dla Patryczka. A przesunięcie w kocyku nie wskazane, bo mały może przyjść na świat w każdej chwili...
A propos przychodzenia na świat... 10 lat temu o 19:30 przyszła na świat moja córka. Pamiętam do dzis jaki piękny i słoneczny był to dzień. Zimny jak piorun i do szpitala szłam w zimowej kurtce (po części dlatego, że tylko w taką się mieściłam) i o 19:00 pojechałam na salę operacyjną. Ech w życiu nie byłam szczęśliwsza jak wtedy kiedy już po zejściu znieczulenia mogłam poczłapać na oddział nowoodkowy i zobaczyć Pysię moją kochaną. Przede mną widzieli ją chyba wszyscy i mąż i teściowa i reszta rodziny. A ja musiałam czekać długie 1,5 doby zanim zobaczę moją Żabkę. Żabka teraz jest prawie mojego wzrostu, trochę pyskuje, strzela fochy koncertowo. Ale w życiu nie zapomnę momentu, kiedy obejrzałam ją po raz pierwszy :D
Niestety październik jest dla mnie również trudnym miesiącem. Rok temu musiałam pożegnać się z moim drugim dzieckiem. Celebrowaliśmy urodziny starszej córki, byłam wtedy w 8 tygodniu ciąży. Po imprezie pojawiły się plamnienia i pojechałam na Izbę Przyjęć. Jutro minie rok odkąd dowiedziałam się, że ciąża się skończyła. 16.10 już brak nadziei, zabieg i tylko płacz w poduszkę. A 15.10 cały świat obchodził Dzień Dziecka Utraconego. W tym roku "świętuję" i ja, ech wolałabym świętować co innego :(
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
samo zycie :-( ale nie tylko przeciez przezywamy smutne chwile piekne tez sa, ....w zyciu wazne sa dni ktorych jeszcze nie znamy .....(grechta) a co to prucia robutek recznych to niestety tez chyba nic nie potrafie zrobic do konca zanim pare razy nie spruje ;-)
OdpowiedzUsuńSamo życie :( niestety. Mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane doświadczyć kopniaków z brzucha i nieprzespanych nocy. :)
OdpowiedzUsuń